Delhi - relacja

26.01.2010

Przylatujemy do Delhi. Wszędzie jest mgła, która wdziera sie nawet na teren lotniska. Jest przyjemnie ciepło. A w Polsce w tym czasie- minus 20 stopni. Przy wyjściu z lotniska w ciemną noc czeka tłum kilkudziesięciu, rozgorączkowanych Hindusów proponujących taxi lub hotel. My bierzemy pre-paida(300rupii) i jedziemy na Main Baazar do hotelu, który zarezerwowaliśmy już w Polsce.

W środku nocy dzielnica, w której zdecydowaliśmy się zamieszkać- Paharganj-sprawia wrazenie, lekko psychodelicznej: ludzie bezdomni rzędami śpią na ulicy, a obok nich psy, coraz ktoś przechodzi i pobdarza dziwnym, znarkotyzowanym spojrzeniem. Przed naszym hotelem Hindus rzuca kamieniami w krowy, bo te zastawiły jego samochód i nie ma jak wyjechać.

Zaraz po zakwaterowaniu się w pokoju, drzwi okazały sie być tak niestabilne, że przy zamnknięciu, szyba nad nimi pękła. Dostaliśmy nowy i ładniejszy pokój(550rupii). Paharganj w dzień sprawia wrażenie zupełnie innego miejsca, niż tego, które poznaliśmy przed kilkoma godzinami. Jest słonecznie, ciepło, kolorowo, coraz pachnie krowim łajnem albo kadzidłami, albo przygotowywanym jedzeniem, albo wszystkim naraz. Na ulicach kurzy się okrutnie od wszedobylskich rikszy i skuterów. Ludzi jest jak na pielgrzymce: kupcy, turyści, żebracy. Żal nam się robi bezpańskich i zawszawionych psów ze smutnymi oczami, ale nie ma się co dziwić, że Hindusi nie zwracają na nie uwagi. Wokół jest tylu żebraków, bezdomnych i kalek. Do centrum New Delhi bierzemy rikszę(20rupii). Podróż riksza to niebywałe doświadczenie, tak strasznie trzęsie, że wydaje się, że pojazd zaraz po prostu się rozpadnie, tym bardziej że dziur w drogach jest tam mniej więcej tyle, ile u nas po zimie. New Delhi jest spokojne, leniwe, niewiele się dzieje. Po czasie dowiedzieliśmy się, że tego dnia był dzień Niepodległości. (Wskazowki dla ulicznych i hotelowych knajp:
- po pierwsze pytajcie o tax, ponieważ niektóre (lepsze, hotelowe) knajpki lubią go sobie doliczać.
- po drugie na północy ciężko dostać potrawę z mięsem. W hotelu zamówiliśmy kurczaka i była to nasza jedyna mięsna potrawa przez kolejny tydzień, bo naprawdę nigdzie nie mogliśmy takiej znaleźć.)

Po południu dotarliśmy do India Gate- symbolu niepodległych Indii oraz Pałacu Prezydenckiego, który po zmierzchu oświetlony tysiącami lampek wygląda jak namalowany specjalnie na tę noc. Niestety nie zdążyliśmy zobaczyć Humayun’s Tomb i Purana Qila, ponieważ po zmierzchu zabytki te są niedostępne dla zwiedzających.

27.01.2010

Następnego dnia do Old Delhi też pojechaliśmy rikszą(60 rupii). Przedzieramy się przez korek, jakiego nasze oczy jeszcze nie widziały: wlekące się woły i krowy zaprzęgnięte w towary lub chodzące samopas (święte krowy!), trąbiące wiecznie tuk-tuki i riksze, spoceni, chudzi i umięśnieni mężczyźni pchający taczki z jakimiś rzeczami. A do tego, inni jadą i idą pod prąd! Tu nie istnieją zasady drogowe. Szaleństwo na drogach. Niewidomy zginie chyba od razu pod kołami jakiegoś bliżej niezidentyfikowanego pojazdu.

Na śniadanie, które zjedliśmy dopiero w południe wchłaniamy 2 pierożki samosa (10rupii). Wyzwaniem jest zjedzenie czegokolwiek na ulicy, z jednej strony spluwają Ci pod stopy, z drugiej przepychają rurami niesionymi na plecach, o miejscu siedzącym i spokoju można tylko pomarzyć, a dźwięk klaksonów nie milknie ani na sekundę. Dlatego kiedy naszym oczom ukazuje się McDonald's wiemy że właśnie tam zjemy kolejny posiłek. Wchodzimy tam też z nadzieją, że oprócz stolika i krzesła, będzie także łazienka...nadzieja matką głupich:) Old Delhi pokazuje, że w tym mieście nie ma zwyczaju przesiadywania w knajpach i celebrowania jedzenia, tutaj ciężko o miejsce które można nazwać knajpką – wszyscy jedzą z przydrożnych garów i wszędzie się spieszą.

Zwiedzamy świątynię sikhów - czy ktoś kiedyś gdzieś pomyślałby, że będziemy latać na bosaka po Delhi? Wymogiem wejścia do świątyni jest wejście boso i założenie chustki na głowę. Przy wyjściu robię straszną rzecz- obmywam stopy w świętej wodzie...czyli robię najgorsze kulturowe faux pas. Moja powierzchowna obserwacja doprowadziła do sytuacji, w której mam ochotę zapaść się pod ziemię. Po zwiedzeniu czerwonego fortu, którego wielkość robi imponujące wrażenie i Dżama Masdżid (wielkiego meczetu), nasze wrażenia wzbogaciły się o widok żebraków. Kalectwo niektórych z nich szokuje do tego stopnia, że wzbudza autentyczną odrazę fakt, że tak można było kogoś okaleczyć.

W Delhi planowaliśmy spędzić 3 dni, ale decydujemy się wyjechać po dwóch, wcale nie dlatego, że nam się nie podoba, wręcz przeciwnie- miasto ma swój niepowtarzalny klimat, w szczególności Paharganj wieczorową porą. Chcemy wyjechać dzień wcześniej niż planowaliśmy, żeby zobaczyć Rishikesh, którego początkowo nie było w naszym planie wycieczki. Tak więc po całym dniu spędzonym w Old Delhi wracamy do hotelu odpocząć, ponieważ o północy czeka nas pierwsza podróż słynną indyjską koleją:)

Delhi - relacja, Old Delhi, Paharganj, Main Baazar, Czerwony Fort, Jedzenie na ulicach w Delhi

  • Main Baazar - Paharganj
  • Main Baazar - Paharganj
  • Connaught Place
  • Jantar Mantar - New Delhi
  • India Gate
  • India Gate
  • Indian Children Are Always Like Actors
  • Talaqi Darwaza - New Delhi
  • Pałac prezydencki - New Delhi
  • Pałac prezydencki - New Delhi
  • Paharganj nocą
  • Paharganj w nocy
  • Paharganj nocą
  • Paharganj w nocy
  • Main Baazar - Paharganj
  • Droga do Old Delhi
  • Droga do Old Delhi
  • Droga do Old Delhi
  • Droga do Old Delhi
  • Droga do Old Delhi
  • Old Delhi
  • Hinduska dziewczynka
  • Hinduska dziewczynka
  • Czerwony Fort - Old Delhi
  • Czerwony Fort - Old Delhi
Kopiowanie i używanie elementów użytych na tej stronie bez zgody autora jest zabronione.