Mumbai - relacja

12.02.2010

Rano docieramy do stacji na obrzeżach, z której musimy złapać lokalny pociąg do centrum miasta. Do kasy biletowej jest przeokrutna kolejka, więc po prostu ją omijamy i idziemy prosto na peron gdzie jest brudno, co nie powinno nas dziwić, ale po Goa- mimo wszytsko dziwi. Gdy przyjeżdża pierwszy pociąg, jesteśmy zszokowani tym, co widzimy. Nieskończona liczba ludzi stoi w otwartych drzwiach, w środku na pierwszy rzut oka nie da się wcisnąć choćby szpilki, ale to tylko pierwsze wrażenie- ponieważ Hindusi mają niebywałą umiejętność wciskania się tam, gdzie nie da się już wcisnąć. W dodatku robią to w parę sekund, gdyż tylko na tyle zatrzymują się lokalne koleje w Mumbaju. Tak więc do pociągu oczywiście nie wchodzimy, ba, nie zdążamy jeszcze zebrać naszej szczęki z ziemi po tym, co zobaczyliśmy, gdy nadjeżdża kolejny pociąg (lokalne pociągi w Mumbaju jeżdżą chyba częściej niż warszawskie metro). Do tego oczywiście też nie wchodzimy, nawet nie próbujemy, tym bardziej, że jesteśmy z bagażami. Zauważamy natomiast, że pierwszy wagon okupują tylko kobiety i jest wśród nich stosunkowo dużo wolnego miejsca. Tak więc do trzech razy sztuka. Gdy tylko nadjeżdża kolejny pociąg, wskakujemy dziarsko do pierwszego wagonu i z uśmiechem na ustach odjeżdżamy. Uśmiech, Bartka nie trwa długo, ponieważ od razu zostaje z krzykiem zaatakowany przez Hinduskie kobiety. Okazało się, że żaden mężczyzna nie ma prawa przebywać w tym przedziale (był oprócz niego jeden mały chłopiec). Na szczęście wstawiają się za nim dwie starsze Panie i dzięki nim możemy razem dojechać do Mumbai Central, przy okazji przejeżdżając przez największe w Indiach slumsy- dzielnicę Dharavi. Widzimy je tylko z pociągu, ale dla nas ciągną się kilka dobrych stacji. Ściek, a wokół niego dzieci, świnie i kozy, rozwalone budynki, obok coś co przypomina domy, a wszędzie- po prostu ogromny smród.

Na dworcu, żeby oddać bagaż do przechowalni, trzeba zrobić szereg czasochłonnych czynności, dzięki temu prace ma kilku Hindusów więcej. Po godzinie ulatniamy się z dworca gotowi do zwiedzania Mumbaju, a zaczynamy od McDonalds’a, który posiada łazienkę! Tak, tak, łazienka to niesamowity luksus. Hindusi załatwiają swoje sprawy po prostu w ulicznych, otwartych pisuarach, a kobiety…kobiety nie wiemy, co robią. Mumbai jest zdecydowanie najbardziej rozwiniętym miastem z tych, w których byliśmy. Poza tym, na ulicach nie ma autoriksz, tylko taxówki, nie widać świętych krów, bezpańskich psów, żebraków i kalek też jakby mniej. Wydaje się, że Mumbaj traci przez to na swojej "indyjskości", ale przechadzając się po tym pięknym mieście, dostrzegamy po raz kolejny, że tu też jest po hindusku, tylko inaczej, bo Indie to naprawdę kraj kontrastów. Mumbai o tyle też różni się od innych miast, że architektura jest typowo brytyjska. Wszędzie widoczna jest zabudowa z czasów wiktoriańskich, która wśród palm wygląda ciekawie i nietypowo.

Trafiamy na bardzo ładny wielopoziomowy sklep Fabindia, który autentycznie powala nas na kolana(i kartę kredytową). W sklepie możesz znaleźć wszystko, poczynając od produktów spożywczych poprzez indyjskie ubrania, kończąc na wszystkim dla domu. Kupujemy narzuty na łóżko, obrusy, szaliki, artykuły spożywcze, a gdyby nie to, że całe bagaże mamy już napchane pamiątkami, pewnie kupilibyśmy jeszcze pościel, zasłony, ręczniki i wiele, wiele innych rzeczy. Oczywiście wartość zakupu przekracza ilość rupii, którą mamy w portfelu, więc trzeba było zapłacić kartą. W drodze powrotnej trafiamy do kolejnego takiego sklepu, ale tam ograniczamy się już tylko do oglądania. Miło jest robić takie zakupy, bo rzeczy są piękne i nietypowe, a w Indiach po prostu kosztują grosze.

Koło 20 już z bagażami czeka nas kolejna podróż lokalnym pociągiem, tym razem na lotnisko. Wsiadamy do wagonu ogólnego, z którego życzliwi(jak zawsze) Hindusi radzą nam wysiąść i wsiąść do pociągu obok, ponieważ wsiedliśmy do Expressu, z którego podobno nie zdążylibyśmy wysiąść na odpowiedniej stacji. Co to oznacza? ano chyba to, że pociąg zamiast stawać na 5 sekund, tylko zwalnia, a ludzie wsiadają i wysiadają z niego w biegu:) Ładujemy się z bagażami do drugiego pociągu, który w chwili odjazdu jest w miarę pusty, ale z każda lokalną stacją Hindusów przybywa. Ich liczba osiąga punkt krytyczny, kiedy zbliżamy się do okolic slumsów- to tam na przedmieściach wsiada i wysiada największa liczba ludzi. Tam właśnie musieliśmy walczyć, aby wysiadający Hindusi nie porwali nas i naszych bagaży ze sobą. Pewnie ciężko w to uwierzyć, ale na kilkusekundowym przystanku tymi samymi drzwiami jest w stanie wysiąść i wsiąść kilkudziesięciu Hindusów.

O 1 mamy wylot do Polski, trochę niechętnie wracamy - nie ma się co dziwić - Goa nas rozpieściło, a teraz wracamy do domu, gdzie jest śnieg i temperatura na minusie. Gdyby nie obowiązki czekające nas w Polsce, moglibyśmy w ogóle nie wracać, choćby przez kolejnych kilka tygodni. Ale czeka na nas dom, a w domu – jak to mówią - jednak zawsze najlepiej.

Mumbai - relacja, Mumbai podróz koleją, Fabinidia zakupy, Jedzenie na ulicy Mumbai,

  • mumbai - stacja pociągu
  • mumbai - poranny korek
  • mumbai - park
  • mumbai
  • mumbai
  • mumbai
  • mumbai - india gate
  • mumbai - india gate
  • Szkoła w Bombaju
  • Krykiet Bombaj
Kopiowanie i używanie elementów użytych na tej stronie bez zgody autora jest zabronione.