Mussore - relacja

28.01.2010

Wyjeżdżamy punktualnie o północy i jedziemy na północ do Dehradun, skąd mamy zamiar złapać lokalny autobus do Mussoorie. Pociąg odjeżdża punktualnie, tak samo zresztą jak wszystkie inne pociągi i autobusy którymi się poruszaliśmy, dużo słyszeliśmy o opóźnieniach pociągów w Indiach, nam na szczęście się nie przytrafiły. Kupujemy bilety na klasę AC3 , która jest najtańszą z tych bardziej luksusowych(przypada tam po prostu jedna kuszetka na jedna osobę) i o wiele bardziej komfortową niż tzw. sleepery w których nieskończona liczba pasażerów jedzie na kupie przez wiele godzin.

Cóż, obydwoje stwierdziliśmy, że już trochę tego hinduskiego folkloru zobaczyliśmy i spodziewaliśmy się jeszcze zobaczyć, wiec darowaliśmy sobie tę podróż na kupie przez całą noc. W pociągu poznajemy Amerykankę, która po raz 12 przyjeżdża do Indii po to, żeby uprawiać jogę. Poleca nam właśnie wcześniej wspomniany Rishikesh.

Do Deradhun docieramy ok. godz. 6 rano i już widzimy różnicę między nim, a Delhi. Jest po prostu cicho. Nie unosi się kurz. Nikt nie trąbi. Generalnie jest kulturka. Od razu łapiemy lokalny autobus w stronę Mussoorie, czyli wyżej i dalej na północ. Tam czekają na nas niesamowite widoki, z jednej strony na dolinę Dehra Dun a z drugiej na Himalaje, o którym podekscytowana nie przestaję myśleć, aż do momentu gdy wsiadam do tegoż lokalnego busa, gdzie szaleńcza jazda z zawrotną prędkością na serpentynach doprowadza mnie do kulturalnego wyjęcia jedynej dostępnej torebki foliowej, wyjęcia z niej pomarańczy i rzygnięcia sobie na spokojnie. Trochę zmarnowała mnie ta podróż, ale odzyskuję siły, gdy widzę, jaki mamy piękny widok z tej wysoko położonej miejscowości (2000m) - zewsząd rozpościera się widok na dolinę Deradhun. (Tu za pokój płacimy 700rupii).

Mussoorie jest typowym górskim kurortem, do którego przyjeżdżają w sezonie Hindusi i zagraniczni turyści. O tej porze jednak, zimą, nie ma tu dużo ludzi, a w szczególności turystów. Miejscowa ludność to głównie kupcy i handlarze, i różni się wyglądem od tej, która zamieszkuje Delhi. Nic dziwnego, wszak to północ Indii, i jest tu dużo ludzi z Tybetu, Nepalu czy Chin.

Po zakwaterowaniu i zapoznaniu się z miasteczkiem, a w szczególności z lokalnymi knajpami, w których ostre dania o mało nas nie zabijają, w końcu docieramy wyciągiem do Gun Hill(2500m.n.p) - punktu widokowego, skąd rozpościera się widok na Himalaje. Punktem widokowym jest kilka baraków, których dachy przytrzymują cegły i kamienie. Jesteśmy tam jedynymi turystami, wiec od razu obskoczyli nas Hindusi prosząc wręcz, żebyśmy zostawili u nich parę rupii. Dzięki uprzejmości panów, można spojrzec na Himalaje przez każdą z czterech lunet obsługiwaną odzielnie przez jednegoo Hindusa. Każdy zarabia jak może.

Nie ma co ukrywać Himalaje naprawdę robią wrażenie. I nic nie zdołało osłabić naszego wrażenia, nawet to, gdy kilka dni później spotykamy trójkę Belgów i jeden z nich tak odniósł się do naszego podeksytowania: "Yeah, the Himalayas are great, I agree. I’ve been skiing there once, amazing." ...Cóż, my może nie jeździliśmy na nartach po Himalajach, ale i tak widok jest niezapomniany. Te Indie co krok nas zaskakują.

Mussore - relacja, Dolina Dehradun, Gun Hill punkt widokowy, Widok na Himalaje

  • Dehradun - przystanek autobusowy
  • Dolina Dehradun
  • Hindusi - prace na wysokościach
  • Dolina Dehradun
  • Indie - kraj kontrastów
  • Gun Hill - widok na Himalaje
  • Gun Hill - widok na Himalaje
  • Druga strona Gun Hill
  • Natalia Wilk i Bartek Sobczak w barze
  • Mussore - czas na coś słodkiego
  • Mussore - czas na coś słodkiego
  • Mussore - w autobusie
  • Hinduska mała dziewczynka
  • Dehradun - przystanek autobusowy
  • W drodze do Rishikeshu
Kopiowanie i używanie elementów użytych na tej stronie bez zgody autora jest zabronione.