Wenezuela 2012 | Karaiby 2011 | Nepal 2011 | Indie 2010 | Kontakt | sama sama

Kawah Ijen relacja

26.07.10 poniedziałek
Kawah Ijen - Bali

Z samego rana o 4 jedziemy na wulkan Kawah Ijen. Znowu tak wcześnie, by podziwiać go w blasku wschodzącego słońca, którego znowu za bardzo nie widać. Jest trochę chmur i jak wiatr dobrze zawieje, to widzimy na dole dym ulatującej siarki i jezioro. Decydujemy się na zejście w dół, gdzie z bliska możemy zobaczyć wydobywanie siarki i zamoczyć dłoń w gorącej, turkusowej wodzie. Na skalnej ścieżce mijamy robotników, którzy dźwigają pod górę na plecach ponad 60kg siarki w koszach. Podobno za 1kg dostają 6000Rupii, czyli...25groszy. To bezczelnie mało, a robota najcięższa jaką kiedykolwiek widzieliśmy. Przy punkcie ważenia siarki widzimy, jak jeden robotnik po zważeniu wydaje się dość rozczarowany, bo wyszło tylko 62kg... Kolejny waży- 72kg. Jest dobrze. Teraz po wejściu na górę i przejściu 1km do wagi, czeka ich kolejne schodzenie w dół, czyli jeszcze dwa kilometry. A na dole w kraterze? Jeszcze gorzej. Wszędzie dym siarki wgryzający się w nozdrza i gardło. Jak się stanie w feralnym miejscu, gdzie wiatr nieszczęśliwie zawiał, to dostajemy okropnego ataku kaszlu. My ledwo wytrzymujemy tam 30min, a co dopiero cały dzień pracując w takich warunkach? Szacun dla tych robotników.

Spóźniamy się do naszego shuttle busa, z czego nie bardzo zadowoleni są nasi Francuscy towarzysze. Cóż, jak się idzie tylko do punktu widokowego, by zobaczyć przez mgłę, to co my widzieliśmy z bliska, to się człowiek nie spóźnia. Jeśli ktoś kiedyś będzie w Kawah Ijen to KONIECZNIE musi zejść na sam dół, oprócz nas schodziły pojedyńcze osoby, zdecydowana większość zadowoliła się widokiem z góry. Fakt ścieżka na 1 rzut oka nie wygląda na łatwą i nie zachęca do marszu na dół, w praktyce to bółka z masłem nawet przy kropiącym deszczu i śliskich kamieniach.

Kierowca odwozi nas na prom i potem płyniemy na Bali. Gdy docieramy do portu na wyspie ogarnia nas myśl: wow, jesteśmy teraz na Bali, co tutaj nas spotka? Zawsze delektuję się tym uczuciem tego niewiadomego, nowego, niepoznanego, które na nas czeka. Tym razem jest to Bali.

Z portu bierzemy lokalny bus do Denpasar. Drogi są tak kręte i wyboiste, a kierowca jedzie z tak zawrotną prędkością, że mamy wrażenie, iż czasem autobus nie dotyka kołami drogi, tylko po prostu leci. Pan od biletów niewzruszony tą odprężającą jazdą wstaje z miejsca, uśmiecha się do nas szeroko, bierze butelkę z wiadra stojącego pod siedzeniem pasażerki i - uprzednio odwracając się do nas plecami - sika do niej, w sensie do buteleczki. Zakręca ją i wrzuca do wiaderka. Pełna kulturka. Ależ oni to sobie zorganizowali! Jest gdzie pójść za potrzebą, gdy kierowca nie ma czasu na postoje, a pod sufitem wiszą torebeczki dla rzygających. No i paru lokalnych nie wytrzymało, ale może miał na to wpływ nie tylko styl jazdy ale i ilość dymu, ponieważ większość Indonezyjczyków pali papierosy od dziecka i dosłownie wszędzie.

Kawah Ijen zdjęcia

Kawah Ijen filmy

Bangkok | Yogyakarta | Prambanan | Borobudur | Bromo | Kawah Ijen | Ubud | Padangbai | Kuta | Gili Islands | Kuala Lumpur