Wenezuela 2012 | Karaiby 2011 | Nepal 2011 | Indie 2010 | Kontakt | sama sama

Yogyakarta relacja

22.07.10
Bangkok - Singapur - Jakarta - Yogyakarta

Dzisiejszy cały dzień spędzamy na przelotach. Żeby jak najtańszym kosztem dostać się w ciągu jednego dnia do Yogyjakarty mamy aż 3 przeloty - już kupując bilety parę miesięcy wcześniej modliliśmy się o to, żeby samoloty były punktualnie… Niestety już w Singapurze po godzinnej kolejce imigracyjnej dowiadujemy się, ze lot do Jakarty opóźni się o ponad godzinę (opóźnienia miały tylko samoloty lini JetStar, którą właśnie my lecieliśmy), co psuje nam plan, bo jest duże ryzyko, że nie wyrobimy się na samolot do Yogyakarty, a ostatnią rzeczą jaką chcieliśmy to zostać w Jakarcie na noc. Godzinne opóźnienie zmienia się w prawie 2 godzinne czekanie, ponieważ ochrona lotniska podejrzewa, że ktoś posiada niebezpieczny przedmiot. Zaczyna się zamieszanie…a samolot już gotowy do odlotu!! Wszystkich jeszcze raz przeszukują, sprawdzają nawet kosze na śmieci i wszystkie zaułki. W sumie to dobrze, że tak drobiazgowo podchodzą do zapewnienia bezpieczeństwa. Jednak pomału godzimy się z myślą, że przepada nam bilet, nocujemy w mieście, w którym nie chcemy i jesteśmy jeden dzień do tyłu.

W końcu lecimy, obsługa Jetstara stara się jak może, żebyśmy zdążyli na następny lot, przesiadają nas na miejsca na przedzie, żebyśmy mogli pierwsi wyskoczyć z samolotu, dodatkowo informują Air Asia o tym, że się spóźnimy na odprawę. W końcu lądujemy, do lotu zostało nam 45minut, a tutaj trzeba załatwić jeszcze formalności wizowe. Trzeba najpierw odstać w jednej dłuuuugiej kolejce do okienka, żeby opłacić wizę, po czym przejść do drugiej równie dłuuuugiej, pokazać kwitek i dostać wizę do paszportu. Można to było załatwić w Warszawie, ale na lotnisku w Jakarcie taniej to wychodzi…to żeśmy przyoszczędzili! Nie pozostaje nam nic innego, jak iść na całość. Kłaniając się i przepraszając najwymowniej jak potrafimy, wpychamy się przed pierwszą jak i drugą kolejkę i równie szybko mijamy odprawę imigracyjną. Niestety nie wiemy, na który terminal się kierować, ale lokalni mówią, że Air Asia lata z trzeciego. Na bagaże na szczęście nie czekamy ani minuty od razu jadą na taśmie, chociaż żeby nie było za dobrze - Natalii plecak wygląda strasznie nędznie, bo przyjeżdża w 2 częściach (stelaż połamany i oderwany od plecaka).Wsiadamy do taxi, które za 5 euro i jednego dolara extra wiezie nas tempem expresowym na terminal trzeci - do odlotu 20minut. Nie wiem, jakim cudem, ale zdążamy na odprawę, która ma miejsce 15min przed odlotem. Koniec końców udaje nam się dostać na samolot do Yogyakarty. Uff!

Na pokładzie siedzimy koło sympatycznej Jawajki (jak potem się okaże - nie ma niesympatycznych i nieuśmiechniętych Jawajczyków), z którą nawiązujemy rozmowę na temat tego, co warto zobaczyć na Jawie w tej części, w której będziemy się poruszać. Ta rozmowa potwierdza to, co sobie zaplanowaliśmy do zwiedzania.

Dolatujemy do Yogji i swoje pierwsze kroki kierujemy do miejscowej knajpki, gdzie menu wygląda tak, że trzeba po prostu spojrzeć na jedzenie na witrynie i sobie je wybrać. Obsługa nie zna angielskiego, a my nie bardzo wiemy, jakie mięso jest do wyboru, jego wygląd też nam nie pomaga. Okazuje się, że chickena nie ma (to słowo chyba wszyscy znają). W tym krytycznym momencie oczekiwania, co chcemy zamówić, przypomina mi się słowo - sapi! Na co obsługa kiwa z uznaniem i pokazuje, że jest. Trafiłam, wołowinę podają na talerz. Poza tym ryż, pieczone ziemniaczki, jakaś zielenina przypominająca szpinak i wszystko wciągamy tak, jakbyśmy nie jedli przez ostatnie dni. Miejscowi przypatrują nam się z zaciekawieniem i vice versa. Z moim plecakiem jakoś się uporaliśmy, ale nie nadaje się na długie chodzenie, bo w plecy wbija mi się połamany stelaż. Zanim jednak zdążyłam pomyśleć o dysfunkcyjności plecaka, że naprawdę nie nadaje się on na piesze wycieczki, już byliśmy w drodze na Malioboro Road w poszukiwaniu noclegu.

W Yogji generalnie jest czysto, wieczorem ludzie biorą jedzenie z pobliskiej budy i siadają na rozłożonych na chodniku dywanach lub na samym betonie. Impreza na całego. My też stajemy przy jednym wózku z garami i zamawiamy makaron z mięsem. Kolejka jest dość długa, więc siadamy jak inni na chodniku i czekamy. Czas umila nam pogawędka z rodziną, która siedzi obok. Uczą nas paru słówek, m.in. jak się witać. I tak oto utrwalamy sobie słówka typu: nama saya (nazywam się), selamat pagi (dzień dobry), selamat sore (dobry wieczór) i selamat tidur (dobranoc). To wszystko jest bardzo przydatne, choć i tak wszędzie witają się, mówiąc Halo!

Myślałam, że jak Taj się uśmiecha, to już się szerzej nie można uśmiechnąć, ale tu widzę, że Jawajczycy przebijają wszystkich. Nawet w dzień widzę, jak im się zęby świecą w promiennym uśmiechu, szczególnie jak tylko zobaczą, że i ty jesteś gotów się uśmiechnąć. To jest jak pytanie i odpowiedź, jak wyjaśnił mi pewien Jawajski chłopiec...uśmiechając się. Ci ludzie uśmiechają się każdą komórką swojego ciała. I to wszystko widać w ich żywych, roześmianych oczach.

23.07.10 piątek
Yogyakarta - Prambanan - Yogyakarta

Znaleźliśmy wczoraj pokój w ślicznych guest-housie za 140,000Rupii na Malioboro. Ale dziś znajdujemy obok jeszcze tańszy i bardzo przyzwoity, więc się tam przenosimy. Cóż, każdy grosz się liczy, a Indonezja aż tak bardzo nie zachwyca cenami. Jest sezon, który nie trwa zbyt długo i ceny poszły do góry dwu, a nawet trzykrotnie.

Jedzenie w knajpkach, w których jedzą lokalni jest niewiarygodnie tanie (3, 4 zł za posiłek z napojem), a w tych nastawionych na turystów - ceny wysokie jak na Indonezję - zbliżone do polskich. Ceny za tanie guest housy w Yogyakarcie to wydatek ok. 100,000-200,000Rs za pokój.

Chodząc po mieście dajemy się namówić na wejście do galerii batików. Są niesamowite. Po wypiciu herbaty i długich negocjacjach, kupujemy wybrany batik. Sprzedawcy mówią, że batiki są z Sumatry i Sulawesi. Ale nawet, jeśli malowali je Jawajczycy, to wiemy jedno- Indonezyjczycy są prawdziwymi artystami.

Yogyakarta jest naszym punktym wypadowym do pobliskich świątyń: Prambanan i Borobudur. Stad wyruszyliśmy w dalszą podróz po Jawie i Indonezji kierując się w stronę wulkanu Bromo.

Yogyakarta zdjęcia

Bangkok | Yogyakarta | Prambanan | Borobudur | Bromo | Kawah-Ijen | Ubud | Padangbai | Kuta | Gili Islands | Kuala Lumpur