Normalna przeprawa przez rzekę:)
Słynny pociąg jeżdzacy na trasie Mombasa - Nairobi
Odpowiednik Warsa utrzymany w latach 50tych:)
Wschód słońca w na trasie Nairobi- Mombasa, gdzieś w parku Tsavo
Wschód słońca w na trasie Nairobi- Mombasa, gdzieś w parku Tsavo
Mężczyzna idący w stronę wschodzacego słońca
Normalna przeprawa przez rzekę:)

MOMBASA

KOLEJĄ Z NAIROBI DO MOMBASY.

Linię kolejową z Mombasy do Nairobi zbudowali Brytyjczycy na początku XX wieku. W czasie, gdy trakcje kolejowe stawiano w rejonie Tsavo przy rzece, budowniczy napotkali na ogromny problem- lwy, które atakowały budowniczych i tak zasmakowały w ludzkim mięsie, że zyskały przydomek men-eaters lions.

Wsiadamy do pociągu, kładziemy bagaże i raczymy się butelką niezastąpionego Frontiera- wina, które w mojej głowie już zawsze będzie budziło skojarzenia z Afryką. Podają kolację i śniadanie w bufecie. O wschodzie słońca dostrzegam dwa ogromne hipopotamy biegnące przez Tsavo National Park. Mijamy wioski po drodze i dzieci, które czekały na pociąg, by pomachać wszystkim pasażerom. A w tle piękne, wschodzące słońce.

Gdy dojeżdżamy do wybrzeża morskiego, do Mombasy, uderza nas fala strasznego smrodu, atakującego nas z obydwu stron. Zamykamy okna, ale to nie pomaga. Smród już zdążył dostać się do pociągu. Przejeżdżamy przez kilkunastokilometrowe slumsy i wysypisko śmieci w Mombasie. Na wysypisku postawione są domy z dykty i blachy oraz namioty- cokolwiek, co daje schronienie. Kręcą się dzieciaki, bawią się, wyszukują czegoś w stosie śmieci. Patrząc na najmniejsze dzieci, zadaję sobie pytanie: jak w takich warunkach, pośród wszechobecnego smrodu, w dusznej i gorącej chacie z dykty i blachy, można w ogóle uprawiać miłość?

Docieramy do centrum Mombasy- jest zatłoczona, kolorowa, głośna, podobna do Indii. Bierzemy motorikszę. Z głośników rozlegają się modlitwy muzułmańskie, dalej przechodzą Hinduski w kolorowych sari, gdzie indziej idą Żydzi. Są pewnie też katolicy, ale ich jak zwykle nie widać na ulicy. W połowie XX wieku Mombasa została stolicą biskupstwa katolickiego. Ulice żądzą się swoimi prawami. Tu nie może powstać korek, jeśli kierowca czeka o kilka sekund za długo, tworzy nowy pas, nawet jeśli ma wyjechać ze swoim pojazdem na chodnik. Kierowcy są jednak spokojni wobec siebie, nie widać zdenerwowania, przepuszczają się.

Mamy się dostać na prom, który zabierze nas na drugą stronę rzeki. Na prom czekają takie tłumy, jakby spodziewały się papieża Franciszka. Jesteśmy jedynymi białymi. Skubię kupione przed chwilą na bazarze świeże orzeszki ziemne, jeszcze w brązowej osłonce- pyszne- i spocona obserwuję ten tłum kolorowo ubranych, uśmiechniętych i naprawdę ładnych ludzi.


MUZUŁMANIN ZADAJE PYTANIE

Obsługa matatu i wszelkich shuttle busów na świecie ma niespotykaną w krajach rozwiniętych umiejętność ładowania do autobusu nieskończonej liczby pasażerów. Kiedy wydaje ci się, że juz więcej nikt nie wejdzie, nagle bileter wstaje, rozkłada magiczne krzesełko, na którym mogą usiąść dwie osoby, on sam robi jeszcze miejsce trzeciej wystając ze swoim ciałem poza matatu. A jeśli jeszcze chce ktoś wejść, to tak poupycha ludzi , że na miejscu przeznaczonym dla dwóch osób usiądzie pięć. Będziemy się wszyscy ocierać o siebie rękoma i nogami, i nikomu to nie będzie przeszkadzać. Wymienimy się uśmiechami, porozmawiamy, poczęstujemy nawzajem smakołykami, jakie mamy. Bedzie miło. Tak właśnie jedziemy do Diani Beach. Jeden muzułmanin w białym, tradycyjnym stroju (gallabija- szerokie, luźne okrycie dla arabskich mężczyzn) ustępuje nam miejsca i ładujemy się ze swoimi plecakami. Przemknęło mi przed oczami, że zwrócił uwagę na krzyżyk Bartka wiszący na jego szyi.

- Skąd jesteście?- zagaduje z tyłu ów muzułmanin.

- Jesteśmy z Polski- odpowiada Bartek.

- Aha. A jakiego jesteście wyznania?

- Jesteśmy chrześcijanami.

- Aha. A która religia jest najlepsza? - co za prowokacyjne pytanie, pomyślałam. Zwróciłam się do niego twarzą:

- Nie ma najlepszej religii. Wszystkie są równie dobre, rozumiesz? Bo wierzymy w tego samego Boga. - ośmielona potakiwaniem dobrze utuczonej, uśmiechniętej Murzynki siedzącej za naszym ciekawskim rozmówcą, mówiłam dalej- Są po prostu różne języki, różne interepretacje tekstów, różne kultury i zwyczaje, przez to też różne wyznania. Ale chodzi nam wszystkim o tego samego Boga, prawda?- muzułmanin spojrzał na mnie wyraźnie zdziwiony takim zakończeniem rozmowy. Może miał chęć się pokłócić, podyskutować. Odwrócił wzrok w stronę szyby, po czym zwrócił sie do swojego towarzysza i zaczął coś mu mówić po arabsku.

Kopiowanie i używanie elementów użytych na tej stronie bez zgody autora jest zabronione.