meksyk 2020 relacja

Opis podróży na Krym w 2001 roku

Nasza podróz na Krym rozpoczeła się 03.08.01 kiedy to zasiedliśmy niezupełnie wygodnie w nocnym pociągu do Kijowa. Dlaczego do Kijowa?, bezpośrednich połączeń z Symferopolem nie było już podobno od miesiąca, a wiele osób radziło nam także, żeby nie liczyć na łatwe dostanie biletów z Lwowa

Tak więc po 20godzinnej jeździe znaleźliśmy się w Kijowie. Tu zaraz po wyjściu z pociągu poznaliśmy czwórkę polaków i jak się okazało podróżowaliśmy już z nimi niemal do końca. Bez problemu kupiliśmy bilety na najbliższy pociąg do Symferopola, odchodzący co prawda dopiero za 4 godziny, ale przynajmniej mieliśmy czas na skosztowanie ukraińskiego piwa. A jakie by ono nie było to po 20godzinnej jeździe pociągiem naprawdę smakowało wyśmienicie.

Dokładnie o 23 zapakowaliśmy się do pociągu(plackarta) i po kolejnych 18 godzinach znaleźliśmy się w Symferopolu. Tu naszym oczom ukazał się ogromny i doskonale zadbany dworzec kolejowy, ze skórzanymi fotelami w poczekalni:) Niewiele myśląc kupiliśmy od razu bilety powrotne do Lwowa i trojlejbusem pojechaliśmy do Aluszty.

Oczekiwaliśmy spokojnej nadmorskiej mieściny, gdzie będziemy mogli w końcu odpocząć, ale to co zobaczyliśmy przyznam, że troche nas przeraziło. Weźmy takie Władysławowo x3 włącznie z wężami boa na dreptaku. No tak z odpoczynku nici pomyślałem, aby tylko znaleźć miejsce na nocleg.

Udaliśmy się zatem wzdłuż dreptaku w poszukiwaniu plaży. Znaleźliśmy jedną co prawda prywatną i na terenie jakiś kortów tenisowych czy czegós w tym stylu, ale byliśmy juz tak zmordowani, że postanowiliśmy tam pozostać.

W nocy nawiedził nas jeszcze milicjant, ale okazał się bardzo sympatyczny i pozwolił nam pozostać do rana, lecz kazał abyśmy się zwineli przed przyjściem pierwszych plażowiczów. Rano zjedliśmy jakieś suche bułki z poprzedniego dnia, popiliśmy piwkiem i wróciliśmy do SYmferopola, bardzo zniesmaczeni klimatami nadmorskich kurortów. W Symferopolu na dworcu wzięliśmy takskówkę (jak się potem okazało trochę nas facet naciągnał, ale i tak na 6 osób nie wyszło drogo) i udaliśmy się do Sudaka

SUDAK

Taksówkarz był na tyle uczynny, że załatwił nam miejscówkę do zostawienia bagaży. U niejakiego Anatalo zostawiliśmy bagaże na dzień, wieczorem zabieraliśmy i udawliśmy się na pobliskie pole namiotowe, rano pakowaliśmy się i ponownie zostawialiśmy cały swój dobytek u Anatola płacąc mu przy okazji jakieś symboliczne pieniądze. Sam Sudak zupełnie nie przypomina innych nadmorskich kurortów pokroju Ałuszty czy Jałty, jest tu spokojnie, mniej turystów i piasczyste plaże.

Za chyba jedyny kemping jakiś dwa kilometry od Sudaka płaciliśmy grosze, a dzięki Anatolowi, nasze bagaże były bezpieczne. Poza wylegiwaniem się na plaży, to co warte zobaczenia w Sudaku to przede wszystkim wspaniała twierdza genueńska wybudowana w XIV-XV wieku na skale u wejścia do średniowiecznego portu. Po 3 dniach spędzonych w Sudaku postanowiliśmy udać się do pobliskiego Nowego Światu słynącego z doskonałych szampanów i win.

NOWY ŚWIAT

To niwielka miejscowość - kurort położona około 9 kilometrów od Sudaka. My wybraliśmy się górską ścieżką do oddalonej około 2km Carskiej Plaży i ostatecznie zatrzymaliśmy się na dłużej na pobliskich skałkach. Tutaj z dala od turystów i urlopowiczów postanowiliśmy odpocząć i zatrzymać się na dłużej. Przez niemal 5 dni zażywaliśmy kąpieli w gorącym morzu. Polowaliśmy na kraby i krewetki, odbywając zarazem piesze wycieczki po okolicznych górkach.

Miejsce nie było zbyt fortunne jeśli chodzi o dostęp do artykułów spożywczych, ale za to mogliśmy liczyć na spokoj, ciszę i naprawdę spartańskie warunki. Nawet wyprawy po żywność do Nowego Światu, uwarunkowane były wschodem i zachodem słońca. W dzień ogromne upały niemal uniemożliwiały przedarcie się przez góry, a gorące morze, dawało niewiele ochłody.

Po kilku dniach byczenia się, kiedy nasza skóra przybrała kolor brązowy, postanowiliśmy wyruszyć na dalsze zwiedzanie Krymy. Z samego rana wybraliśmy się do Nowego Światu, skąd złapaliśmy marszrutkę do Sudaka, a dalej taksówkę spowrotem do Symferopola.

SEWASTOPOL

Mieliśmy już wcześniej nagrane kwatery u pewnej kobiety. Jednak nie możemy znaleźćna mapie miasta takiej dzielnicy jak Buchta Kazaczia, zaciągneliśmy jednak języka u babuszek i okazało się, że to ładny kawałek, a w zasadzie na obrzeżach miasta. Postanowiliśmy poszukać hotelu, ale jak zobaczyliśmy jaki standard oferują owe hotele i do tego za jaką cenę to zapakowaliśmy się do marszrutki i uderzliśmy na naszą buchtę. Jest to w zasadzie wojskowe osiedle sąsiadujące z jakaś jednostką bądź poligonem, oddalone od centrum około 40minut jazdy. Ale przynajmniej warunki mieliśmy dobre, cały pokój, telewizor, kuchnia, łazienka - oczywiście z zimną wodą, ale komu to przeszkadza? Ważne, że to nasza pierwsza noc na kwaterach i w końcu możemy rozprostować kości.

W Sewastopolu spędziliśmy w sumie 3 dni, zwiedzając kompleks wykopalisk archeologicznych greckiego miasta - Cherosnesu, szedajać się ulicami i parkami, popijąc piwko. Jednego dnia wybraliśmy się do Bakczysaraju, a drugiego wubraliśmy się na całodzienną wycieczkę do nadmorskich kurtotów Jałty i Ałupki.

BAKCZYSYRAJ

Do Bakczysyraju wybraliśmy się na jednodniową wycieczkę z Sewastopola i mimo iż odległość jest niewielka, to elektirczką jechaliśmy prawie 2 i pół godziny! Nasze pierwsze kroki skierowaliśmy do Pałacu Chanów z XVI - XVII wieku. Przy kasie ponownie błysnąłem swoim kulawym rosyjskim, ale na tyle dobrze, że udało nam się wejść na tańsze bilety dla obywateli byłych republik radzieckich. Kompleks pałacowy jest utrzymany w bardzo dobrym stanie, szybki spacer po komnatach i skończyliśmy w knajpie na przeciwko pożywiając się czeburiekami i popijąc obołonem:)

Następnie udaliśmy się pieszo do Czufut Kale zachaczając po drodze o Monastyr Ustepieński. Niestety byliśmy ponaglani przez czas i na dalszą wspinaczkę i zwiedzanie Czufut mieliśmy niecałe 2 godziny. Obejrzeliśmy zatem Monastyr tylko z zewnątrz i pomaszerowaliśmy dalej w kierunku wzgórza.

Czufut Kale to średniowieczne miasto wykute na wysokiej skale i zamieszkiwane było przez Ormian, Greków, Włochów z Genui, Żydów, a głównie przez Karaimów. Miasto ostatecznie zostało opuszczone na początku XiXw. a pozostało z niego zaledwie kilka budynków i wiele jaskiń. Po krótkim odpoczynku na szczycie, niemal się nie zabijając zbiegliśmy w dół i łapiąc szczęśliwie mrszrutkę prawie na styk zdążyliśmy na powrotny pociąg do Sewastopola.

JAŁTA AŁUPKA

Pozostał nam tylko jeden wolny dzień do wyjazdu, postanowiliśmy zatem udać się do sławnych czarnomorskich kurortów Jałty i Ałupki. Droga z Sewastopola wiedzie cały czas wzdłuż wybrzeża. Z jednej strony widzimy wysokie góry a z drugiej daleko w dole widzimy plaże i klockowate hotele. W Ałupce udaliśmy się najpierw do Pałacu Woroncowa, znanego z przeprowadzonej tu Konferencji Jałtańskiej. Następnie już tylko z okien marszrutki widzimy słynne Jaskółcze Gniazdo i wracamy spowrotem do Jałty.

Szybki spacer po Jałcie, spotkanie z Leninem pod Palmami, pewnie by się w grobie facet przewrócił, gdyby zobaczył, że dokładnie na przeciwko w miejscu gdzie zwrócony jest jego wzrok stoi teraz McDonald's:) i powrót do Sewastopola - siedziby floty czarnomorskiej, miasta matrosów.

Kopiowanie i używanie elementów użytych na tej stronie bez zgody autora jest zabronione.