Canaima i Salto Angel relacja

CARACAS

Po długim locie z przesiadką we Frankfurcie i Bogocie lądujemy w końcu w Caracas. Jest pierwsza w nocy a na dworze cieplutko!!!(styczeń), przemieszczamy się spacerkiem na terminal krajowy, gdzie o 7 rano chcemy złapać samolot do Puerto Ordaz. Nie planujemy zwiedzać Caracas - raz że nieciekawe, dwa że niebezpieczne. Tak więc lokujemy się koło kilku śpiących turystów i ucinamy sobie parę godzin drzemki. Budzimy się o 5tej, bo przy kasie biletowej na samolot już tworzy się mała kolejka, a my jeszcze nie wymieniliśmy pieniędzy.(Dla tych, co nie wiedzą w Wenezueli obowiązują 2 kursy walutowe, jeden rządowy, drugi czarnorynkowy, oczywiście ten drugi jest znacznie korzystniejszy). O tej porze na lotnisku jest tylko jeden cinkciarz, więc małe szanse na targowanie, kurs niezbyt fajny (7,5 boliwara za 1 USD), ale nie ma wyjścia bez boliwarów nie polecimy.

Puerto Ordaz - Ciudar Bolivar

Od razu po przylocie jedziemy do Ciudar Bolivar, gdzie na dworcu autobusowym kupujemy wycieczkę na Salto Angel- najwyższego wodospadu świata. Wylot jutro rano, a teraz taxówka i jedziemy do starej części miasta szukać pokoju. Jesteśmy w podróży ponad 40 godzin bez kąpieli i głodni. Trafiamy do Posada Don Carlos - strzał w dziesiątkę! Jeśli będziecie w Ciudar Bolivar śpijcie koniecznie tam! Posada Don Carlos to tak naprawdę PRZEPIĘKNA, ogromna i stara posada pamiętająca czasy Bolivara, z urokliwym ogrodem po środku, a dokoła którego znajdują się antyczne meble i obrazy. Całość robi niesamowite wrażenie, człowiek czuje się jakby się cofnął w czasie o kilkaset lat. Lokalni mówili, że okolica niezbyt, ale jakoś tak strasznie nie było. Lokalni uśmiechnięci i przyjaźni, nawet częstują rumem. My oczywiście mamy swój w naszym nieodłącznym towarzyszu w podróży czyli termosie - idealnie utrzymuje zimno:). Tak więc popołudnie spędzamy nad Orinoko popijając lokalne trunki i podziwiając słynny most nad Orinoko.

Ciudar Bolivar - Canaima

Rano jedziemy na lotnisko, gdzie razem z parą z Argentyny pakujemy się do małej 4 osobowej awionetki i lecimy! Pilot nastawił w gpsie kurs wyjął gazetkę i efektywnie wykorzystuje czas w powietrzu! Tak więc on w gazetę, a my za okna bo widoki spektakularne. Bezkresna dżungla przecięta gdzieniegdzie rzeką albo ogromne rozlewiska z małymi wysepkami. Im bliżej Canaimy tym więcej majestatycznych płaskowyży - czyli tepui , sprawiaja zagadkowe wrażenie; tym bardziej nas ciekawią, że na jeden z takich płaskowyży będziemy za pare dni wchodzić! Nagle naszym oczom ukazuje się kilka ogromnych wodospadów znajdujących się obok siebie - to Canaima, rozwinięta wioska w środku dżungli żyjąca głównie z turystów. Nasza grupa na miejscu to 4 osoby z Argentyny i my, całkiem zgrana paczka. Ci co lecieli z nami mają szachownice całą wypchaną marihuaną i palą po kilka jointów dziennie. Druga to młoda para lekarzy niestety bardzo słabo mówiąca po angielsku, co ogranicza trochę komunikację.

Po południu płyniemy z bliska zobaczyć te wodospady - są fascynujące, możemy nawet z bliska zobaczyć, a nawet poczuć siłę tego wodospadu wchodząc za jeden z nich.

Canaima - Salto Angel

Mieliśmy wypływać rano do Salto Angel najwyższego wodospadu świata , ale latynosi jak to latynosi mają inne poczucie czasu niż my pędzący wszędzie Europejczycy. Tak więc zjedliśmy śniadanie i czekamy niewiadomo na co, widać naszym znajomym z Argentyny jakoś to nie przeszkadza, wszak dla nich to normalka. Okazało się, że czekaliśmy na dodatkowe 3 osoby które do nas dołączyły - trójka Polaków! Bardzo sympatyczne małżeństwo z synem, miło spotkać rodaków w podróży!

Dotarcie pod wodospad trwa 4 godziny w górę rzeki, i przez ten czas płyniemy wśród ogromnych tepui wyłaniających się zza chmur - naprawdę niesamowite widoki. 4 godziny super podróży, jedyny minus to taki, że po pewnym czasie lepiej usiąść na kapoku niż mieć go na sobie, bo tyłek boli niemiłosiernie.

Po południu docieramy pod Salto Angel, z brzegu rzeki mamy rewelacyjny widok - kilometrowy wodospad w środku dżungli! Czeka nas godzinna przeprawa przez las i jesteśmy w miejscu, gdzie najlepiej widać Salto Angel. Mamy szczęście - chmury, które prawie zawsze gromadzą się nad tepui na chwilę odchodzą odsłaniając nam cały wodospad od szczytu aż po sam dół. My byliśmy w porze suchej, gdzie wody nie było za dużo, w porze deszczowej wodospad podobno prezentuje się jeszcze lepiej.

Zeszliśmy jeszcze na sam dół wodospadu, gdzie wykąpaliśmy się w jeziorku, niestety z niebieskiego nieba już nic nie zostało i z dołu zamiast wypatrywać czubka Salto Angel widzieliśmy tylko deszcz, który zaczął na nas lać. Plus tego taki, że po deszczu dżungla jakby bardziej żyje, intensywny jest zapach i dżwięk lasu.

Nocleg mamy po drugiej stronie rzeki idealnie z widokiem na Salto Angel - miejscówka 10/10 i obsługa tak samo. Czeka już na nas świetnie przypieczony kurczak z rożna z ryżem i sałatką - palce lizać. Po pysznej kolacji idziemy do hamaków rozwieszonych pod wiatą:).

Salto Angel - Canaima

Wcześnie rano, kiedy nie ma jeszcze chmur, Salto Angel prezentuje się jak z filmu. Zależało nam, żeby wyjść o świcie i jeszcze raz dojść do punktu widokowego, niestety przewodnik był nieugięty. Pakujemy rzeczy do łódeczki i wracamy. Po godzinie widzimy ludzi machających z brzegu i krzyczących pomocy. Płynęli wczoraj w kierunku Salto Angel, ale ich przewodnicy wypili za dużo rumu przed pracą i przy niskim nurcie rzeki rozwalili silnik i łódkę o kamienie. Większość wartościowych rzeczy, które mieli przepadły: aparaty, telefony, dolary, bolivary i paszporty, wszystko poszło z nurtem...dodatkowo spędzili całe popołudnie i noc na brzegu rzeki bez jedzenia, ciepłych ubrań. Dodamy że my śpiąc w hamakach pod kocami czuliśmy, że noc nie należała do najcieplejszych, dodatkowo całą noc lał deszcz! Po prostu tragedia!

Dla tych którzy w tej chwili zastanawiają się, czy warto i bezpiecznie płynąć nad Salto Angel odpowiadamy warto i bezpiecznie! Podpytaliśmy lokalnych jak często zdarzają się takie sytuacje usłyszeliśmy, że w zeszłym roku były 3. Biorąc pod uwagę, że dziennie pływa tam od kilku(w low season) do kilkunastu (high season) łódek dziennie to prawdopodobieństwo podobnego zdarzenia nie jest jednak zbyt duże.
Film z "akcji ratunkowej" można zobaczyć tutaj:

Mieliśmy mieć samolot powrotny o godzinie 13. Jesteśmy na lotnisku" pół godziny wcześniej, a nasz pilot siedzi, pije kawkę, czyta gazetkę i jakoś do startu mu nie spiesznie. Należy dodać, że słowo lotnisko nie do końca oddaje to co nam, z Europy, kojarzy się z lotniskiem. Cały terminal wygląda jak stacja autobusowa. (to jedna budka, gdzie można kupić bilety na samolot tak jak na autobus, druga to knajpka z jakimś jedzeniem i do tego 2 stoiska z pamiątkami - oto całe lotnisko, aha jest jeszcze kawałek wiaty pod którą można się schować jakby padał deszcz:))

Lecimy tą samą awionetką z tym samym pilotem, różnica jest taka że lecimy tylko we dwójkę bez żadnego dociążenia, w związku z tym trochę trzęsie. Trochę znaczy tyle, że pilot jak zwykle leci na gpsie i czyta gazetkę, ja podziwiam widoki za oknem, a Natalia odmawia zdrowaśki i z każdym kolejnym wstrząsem jej paznokcie wchodzą coraz głebiej w moją skórę...

Z dziurą w nodze, ale cali lądujemy z powrotem w Ciudar Bolivar. Odbieramy nasze bagaże, które zostawiliśmy w mieście i jedziemy nocnym autobusem do Santa Eleny.

JAK ZROBIĆ CANAIMIE TAŃSZYM KOSZTEM

Jeśli ponownie mielibyśmy organizować wyjazd do Salto Angel to zrobilibyśmy to w trochę inny sposób. Mianowicie prosto z lotniska w Caracas polecielibyśmy bezpośrednio do Canaimy i tam na miejscu spróbowali zorganizować sobie wycieczki do wodospadów i jak i nocleg. Na pewno wyszłoby to znacznie taniej i na pewno szybciej. W Canaimie na lotnisku można kupić bilet powrotny do Ciudar Bolivar, zapewne do Santa Eleaty czy Caracas też ale ręczyć za to nie będziemy bo tego nie sprawdzaliśmy:)